środa, 10 lutego 2016

Inflacja stylu życia w praktyce

Do napisanie tego teksu skłoniła mnie dyskusja tocząca się pod moim ostatnim podsumowaniem miesiąca. Jestem naprawdę dumna, że mam takich mądrych finansowo Czytelników. Dziękuję za przywrócenie do pionu! Wszytko co tam napisaliście wiedziałam przecież od dawna. Na chwilkę pozwoliłam sobie zapomnieć i oto co się wydarzyło :-)

Oszczędzanie jest super nudne. Oczywiście na początku jest pełna ekscytacja, zachwyt nad każdą kolejną złotówką na koncie oszczędnościowym, ale z czasem opary nowości znikają i robi się naprawdę nudno :-)

Oszczędzam od prawie trzech lat! Wiele się przez ten czas zmieniło, dużo nawyków stało się dla mnie oczywistością (jak na przykład gotowanie i przygotowywanie posiłków w domu), ale czasami też mam ochotę zaszaleć. Ot, taka natura człowieka :-)

Po zakupie mieszkania (wpis mieszkaniowy naprawdę będzie!) martwiłam się, że pieniędzy na codzienne wydatki będzie za mało, że będę musiała pracować w weekendy albo chodzić na nocne inwentaryzacje, żeby związać koniec z końcem. I oczywiście decydując się na to mieszkanie byłam gotowa na taką ewentualność :-)

Całe szczęście bardzo szybko udało mi się podpisać umowę na dodatkowe zlecenie od października do czerwca i zapewnić sobie 500 zł miesięcznie dodatkowych zarobków. Z tego postanowiłam co miesiąc odkładać 200 zł na konto oszczędnościowe, budując swoją poduszkę finansową. Czy do oszczędnego budżetu brakowało mi właśnie tych 300 zł? Oczywiście, że mogłam żyć za mniej, ale po co skoro mam pieniądze?

Brzmi znajomo? No właśnie! A nie powinno. Moje tłumaczenie było takie, że przecież nie wiem jaki są koszty mojego życia w pojedynkę i w dodatku w nowym mieszkaniu, więc to na pewno jakoś tak wyjdzie. I tak przehulałam te pieniądze :-)

Całe szczęście pojawiły się kolejne dodatkowe dochody. I czy one w całości wylądowały na koncie oszczędnościowym? Oczywiście, że nie! Bo musiałam kupić to czy tamto, bo akurat były wyprzedaże, bo przecież coś mi się od życia należy itd itd. Całe mnóstwo zupełnie zbędnych wymówek!

Bardzo trafnie (choć nieco uszczypliwie) Marek zauważył, że pochłonęła mnie inflacja stylu życia. A co to takiego? Największy wróg oszczędzania i najgorszy przeciwnik w drodze do zwiększania swojej wartości netto.

Kiedy żyjemy na określonej stopie życiowej i mamy uporządkowane sprawy swoich finansów - wiemy ile przeznaczamy na życie, ile na oszczędności, inwestycje i pomoc innym, wzrost naszych dochodów nie powinien wpływać na nasze plany i budżety! Wzrosnąć powinna jedynie kwota przeznaczona na oszczędności. I tu właściwie mogłaby ten wpis zakończyć :-)

Prostą i bardzo logiczną zasadą, którą należy i trzeba wprowadzić do budżetu to dodanie dodatkowej kwoty do oszczędności. Ponieważ od stycznia zarabiam o 57 zł więcej (!) postanowiłam, że comiesięczne oszczędności o tyle właśnie wzrosną :-)

Życie pisze różne scenariusze, a człowiek jest bardzo słabą istotą, więc stosowanie tej zasady też nie jest takie proste. Mi się nie udało :-( Ale po każdej porażce człowiek się odnosi i dąży do kolejnego sukcesu, więc nie ma problemu. Z tego wpisu chciałabym żebyście zapamiętali dwie zasady:

1. Wzrost zarobków powinien spowodować wzrost oszczędności a nie wydatków.

2. Padłeś? Powstań! Wyciągnij wnioski ze swojej rozpusty i wracaj do trybu oszczędnego :-)

W lutym wracam na właściwe tory - mam nadzieję, że w kolejnych podsumowaniach będziecie ze mnie dumni :-) Ja z Was jestem niesamowicie!


Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś to koniecznie polub 
A jeśli wolisz to możesz znaleźć 

43 komentarze:

  1. To mi się podoba :D Mocne postanowienie poprawy zapowiedziane przed czytelnikami. Będziemy z niecierpliwością czekać na podsumowanie lutego z obniżonymi wydatkami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy czasem ,,popłynie" .
    Ja staram się trzymać zasady, że wszytskie ,,nadprogramowe" czy ,,niepewne" pieniadze wrzucam do oszczednosci. Czasem po jakimś czasie cos extra sobie za część tej kasy kupie, reszta to oszczędnosci i moj fundusz wakacyjny. Dzięki temu chce mi się dalej pracować poza etatem. Generalnie jesli tak jak u Ciebie są to pieniadze, ktore się za chwilę skończą to powinnaś je wrzucić w całości do oszczędnosci. I ewentualńie pozniej jechać za ńie na wakacje, kupic cos extralub po prostu zostawic jako zabezpieczenie.
    P.s. Nadal czekam na wpis mieszkaniowy.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również staram się wszystkie dodatkowe pieniądze odkładać, jeśli nie w całości, to przynajmniej w dużej części. Od stycznia dostałam podwyżkę 200 zł, staram się więc, by każdego miesiąca odłożyć 200 zł więcej niż wcześniej :)

      Gosiu, trzymam za Ciebie kciuki!

      Usuń
    2. Aniu, Oszczędzę milion - bardzo dobrze, że macie takie podejście! Do tego zmierzam! ;-)

      Usuń
  3. Nie ma się co spinać, każdemu może się przydarzyć gorszy dzień, tydzień , miesiąc...Najważniejsze, że szybko to zauważyłaś i postanowiłaś zmienić, powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosiu, nawet nie wiesz, jak bardzo potrzebowałam tego wpisu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Są koszty życia nienależne do "inflacji". Nie mówię o zachciankach, ale wydatkach które i tak się pojawiają, a wcześniej... nie było z czego ich pokryć bądź były odsuwane do kategorii "nie stać mnie" a w rzeczywistości nie były zachciankami. Wbrew pozorom takich wydatków potrafi być sporo (np. leczenie), w dodatku niekiedy absolutnie nieprzeliczalne na komfort i oszczędność czasu. Pamiętam czasy, gdy zarabiałam naprawdę malutko i każdy wyłom z super sztywnym budżecie, np. choroba, to był dramat... czy to, że zarabiając więcej mogłam sobie na te wydatki wreszcie pozwolić wcale nie oznaczało inflacji stylu życia, tylko to że wreszcie dochody są w stanie sprostać spokojnie ważnym wydatkom bez robienia dziury w budżecie.
    Patrząc na kwoty przez ciebie zarabiane/oszczędzane chyba jeszcze tego poziomu nie osiągnęłaś. Pomijam kategorię zachcianek ;) ale serio, jakby tak podsumować niespodzianki - choroby, plany - urlopy, wymiana sprzętu typu laptop, albo wyposażenia mieszkania, etc. Fajnie się pisze o inflacji stylu życia, większym oszczędzaniu, etc. ale tak często zapominamy że do kategorii "oszczędności na czarną godzinę" wrzucamy odkładanie środków które powinny stanowić normalny przewidywalny element budżetu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, oczywiście przytoczonego przez Ciebie przykładu nie traktuję jako inflacji stylu życia, tylko jako zaspokojenie podstawowych potrzeb. O inflacji możemy mówić dopiero kiedy nasze podstawowe potrzeby będą zaspokojone.

      Co do planowania niespodzianek w budżecie to jestem nieco innego zdania. Oczywiście raz na pół roku należy uwzględnić w budżecie przegląd u stomatologa, ale koszty leczenia spokojnie mogą zostać pokryte właśnie z oszczędności - przecież nie wiadomo czy w ogóle jakieś będą, a jeśli się pojawią to jak wysokie? Oszczędności (o ile nie są zbierane na konkretny cel) mają nas zabezpieczać właśnie w takich sytuacjach, kiedy pojawi się niespodziewany wydatek.

      Usuń
    2. I tu się nie zgadzamy, bo piszesz o zaspokojeniu podstawowych potrzeb :) Ja mówię o spokojnym życiu (i utrzymaniu/wymianie stanu posiadania), nie o zaspokojeniu podstaw. Dla mnie - ogromna różnica.

      Piszesz na przykładzie stomatologa - że powinień być pokryty z oszczędności, jak dla mnie zaś NIE jest to żadna niespodzianka i należy uwzględnić takie rzeczy nie w kategorii oszczędności ale normalnego życia właśnie :) Gromadzenie pieniędzy na przewidywane wydatki to taka amortyzacja większego wydatku w czasie, wg mnie pozycja w budżecie comiesięcznym a nie oszczędzanie.
      Ale to moje podejście :) np. przewiduję, że co roku muszę zrobić przegląd obowiązkowy oraz wykupić oc/asssistance pojazdu, wiem z góry ile mniej więcej muszę wydać, dzielę na 12 miesięcy i każdego miesiąca uwzględniam sobie w budżecie taki wydatek na fundusz celowy. Nie wliczam takich funduszy do oszczędności, bo oszczędności dla mnie stanowią to co zostaje po tym co wydamy lub jest pewne że musimy wydać. Patrzę na to w szerszej perspektywie czasowej, do tego trzeba też wliczyć utrzymanie/wymianę stanu posiadania... i wychodzi mi, że amortyzacji większych wydatków mam całkiem sporo. Ale są pewne, wiadome i nie są żadnym zaskoczeniem - i są realnym wydatkiem, nie zaś czymś co mogę odłożyć i np. zainwestować :)

      Usuń
    3. Ja coś wiem na temat "nieplanowanych", aczkolwiek bardzo realnych, wydatkach nadprogramowych. Od stycznia dwa razy padł mi samochód, jego naprawy pokryłam z bieżącego budżetu, nie uszczuplając przy tym kwoty jaka wpłynęła na konto oszczędnościowo. Dodatkowo pod koniec miesiąca zostało jeszcze trochę, również przelałam to na oszczędności. W lutym miałam już dwie, dość kosztowne, wizyty u stomatologa, które nie były planowane i za które również zapłaciłam z bieżącego budżetu. Wiążąc ledwo co koniec z końcem nawet oszczędności mogą się szybko upłynnić, a nie będzie jak ich uzupełniać. Także nie polecam odkładania swojego zdrowia na później, a myśląc o oszczędnościach, nie myśleć wyłącznie o wakacjach. Moim zdanie jest to błędne założenie, bo życie to nie tylko wakacje czy zepsuty sprzęt.

      Usuń
    4. Asiu, u każdego sprawdza się co innego :-) W moim budżecie nie funkcjonuje fundusz wydatków nieregularnych czy właśnie amortyzacja, bo to rozwiązanie mnie nie satysfakcjonowało. W oszczędzaniu to jest własnie dobre, że każdy może je "skroić" według swoich potrzeb :-)

      Catalina - poniesienie takich wydatków z bieżącego budżetu wynika z tego, że masz takie w nim "zapasy" czy raczej rezygnujesz z innych zaplanowanych rzeczy?

      Usuń
    5. No właśnie, każdy ma swoje podejście i ważne by u niego działało :)

      Usuń
  6. No niestety jak ja zacząłemn więcej zarabiać to zacząłem spędzać marzenia i oszczędności zamiast urosnąć stopniały

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu, bardzo cieszy mnie ten wpis, ponieważ pokazuje, że (pomimo sporadycznych szaleństw) jesteś bardzo rozsądną dziewczyną :) Porażka na szczęście mobilizuje Cię do działania i zamiast marudzić i rozpaczać po prostu zakasujesz rękawy do pracy. Tak trzymaj :)

    Moją przygodę z budżetowaniem i dbaniem o własne finanse zaczęłam w grudniu 2012 r. - więc trochę już trwa. Nie było jeszcze wtedy takiego wysypu blogów finansowych, więc działałam trochę po omacku, testując co się będzie u mnie najlepiej sprawdzać. Przyznam, że w moim przypadku trudno mówić o prawdziwym budżecie - nie siadam na początku każdego miesiąca i nie planuję ile wydam na jedzenie w pracy, w domu, ubrania itp. Mam swojego excela, w którym mam 4 tabelki - 3 z nich wypełniam na samym początku [tj. dochody, oszczędności, wydatki stałe], czwarta jest przeznaczona na wydatki zmienne [mam sporo kategorii - na początku było ich zdecydowanie mniej, ale z czasem dochodziłam do wniosku, że kategoria "inne" jest zbyt pojemna i nigdy nie wiem co tam jest :)] i jest uzupełniana na bieżąco, tj. służy mi do spisywania codziennych wydatków.

    Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro nie planuję szczegółowo ile i na co wydam w kategorii "wydatki zmienne", to taki budżet nie zadziała. Pierwotnie była mi potrzebna wiedza "gdzie się rozłażą moje pieniądze". I taka informacja wystarczała. Później przyszło zainteresowanie czy wszystko w moich finansach jest ok i zaczęłam analizować kategorie wydatków zmiennych. Najczęściej dochodziłam do wniosku, że "w tej kategorii wydałam/wydaję za dużo". I starałam się przykręcić śrubę - ale bez zbędnej spiny.

    Ostatnio na blogu Marcina Iwucia był artykuł o klienie finansowym - znów się okazało, że po raz kolejny nie nazywając tego zjawiska fachowo, realizowałam je w swoim życiu. Piszę o tym, ponieważ myślę Gosiu, że mogłoby to być dla Ciebie dobre rozwiązanie. Załóż sobie ile miesięcznie musisz, możesz i chcesz wydawać. Wszystko ponad tą kwotę niech trafia na oszczędności. Stosuję klin w praktyce - pomimo wzrostu moich dochodów, poziom wydatków trzymam na mniej więcej tym samym poziomie. To pozwala na obserwowanie bardzo szybko rosnących oszczędności :)

    Ależ się rozpisałam :) Jak już przełamałam barierę czytania bez komentowania to teraz coś czuję, że będziesz miała bardzo aktywnego czytelnika w mojej osobie :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki za realizację wszystkich założeń :)

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu dziękuję! I z niecierpliwością czekam na kolejne komentarze :-)

      Co do klina to czytałam u Marcina, ale bardzo w tej kwestii podziwiam też Eugeniusza z blofi.pl który od kilku (?) już lat ma przewidziane maksymalną kwotę budżetu i koniec. Kiedyś było to 2000 zł, ostatnio chyba 2500 zł. Założenie jest bardzo proste i właściwie muszę się nad tym poważnie zastanowić. Może u mnie też zadziała?

      Usuń
  8. Pochwalisz się efektami inflacji w tym miesiącu? :D a swoje oszczędności inwestujesz czy po prostu sobie leżą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będzie się czym chwalić! W kwestii inflacji oczywiście :-)

      Moje oszczędności na razie leżą na koncie oszczędnościowym. Gdy będzie ich więcej powędrują na lokatę, a gdy ich wysokość będzie "bezpieczna" to zacznę inwestować :-) Planuję w tym roku nadpłacić kredyt hipoteczny, więc trochę też stopnieją.

      Usuń
    2. Ale teraz konta oszczędnościowe masz oprocentowane na 4% a lokaty na mniej więc dlaczego chcesz zakładać lokatę? ;D

      Usuń
  9. Nie mogę się doczekać podsumowania lutego ! Mam nadzieję, że wszystko będzie na plus !

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam troszkę prośbę nie na temat, ale... obiecałaś jakiś czasu temu pod którymś postem, że dasz znać co i jak z dochodem z bloga itp. a rozliczanie się do urzędu skarbowego :) Czy nadal planujesz taki post?

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć. Chyba każdy w życiu przechodził przez coś takiego:) Jak to napisałaś - taka nasza natura...Najgorzej nie być tego świadomym, albo się tym nie przejmować i nic z tym nie robić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba każdy przechodzi przez coś podobnego przy wzroście zarobków. Tylko niektórzy szybciej się orientują, że popłynęli, a inni nigdy ;) Nie ma takije kwoty, której nie dałoby się skonsumować ;)
    Do pieniędzy od dziecka podchodziłam raczej rozsądnie. Chyba już rodzice nauczyli mnie oszczędzać. Ale na samym początku, pare lat temu, kiedy zaczęłam fajnie zarabiać trochę popłynęłam. Ciuchy, wyjścia, imprezy. Otrzeźwienie przyszło kiedy logując się do banku na stanie konta zobaczyłam, że podczas jednego imprezowego weekendu wydałam 2000 zł. W zasadzie na nic konkretnego. Wtedy się ogarnęłam i postanowiłam, że muszę to zmienić. Mam też ogromne szczęście, że trafiłam na mojego męża, z którym mamy bardzo podobne podejście do finansów. To on nauczył mnie budżetowania, a ostatnio to chyba już ja bardziej pilnuję spisywania wszystkich paragonów ;)
    Także nic się nie martw, każdy czasem popłynie, ważne żeby się szybko ogarnąć :) Powodzenia!
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja przeżyłem miesiac najoszczedniej jak się dało i oprócz rachunków i opłaty za czynsz wydałeam tylko 240 zł

    OdpowiedzUsuń
  14. Super, dzięki za ciekawy wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja wydałem połowę moich oszczędności ale biorę się za siebie i zacznę oszczędzać

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety to nie jest łatwe. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, jak to mówią. Ja robię to trochę inaczej, nie odbieram sobie każdego dodatkowej kwoty jaką zarabiam, ale ustalam stałe 20% dochodów, które co miesiąc przeznaczam na oszczędności a właściwie inwestycje. System się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  17. Warto jest na pewien czas obniżyć poziom życia. kupować tanie jedzenie i ubrania i zrezygnować z samochodu i w ten sposób można zarobić sporo pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  18. szkoda, że mi tak gładko nie idzie zdobywanie nowych płatnych zajęc

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też chciał bym mieć jakiś patent na powiększanie zarobków ;/

    OdpowiedzUsuń
  20. A może zdradzisz nam swój super sposób na powiększanie zarobków? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, też jestem tego ciekaw :D

      Usuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja znowu wpisuję się w to co mówi Michał Szafrański, tzn. jeśli podnosisz zarobki, to część z nich oszczędzaj, a część przeznaczaj na zwiększenie stopy życia. "Inflacja" nie jest niczym złym, jeśli nie tracisz kontroli i dalej oszczędzasz. Poza tym jest jeszcze czynnik psychologiczny - jeśli widzisz, że większe zarobki to większa wygoda to i większa motywacja do pracy :)

    Ja właśnie jestem na etapie takiego szybkiego wzrostu i jestem jeszcze bardziej zmotywowany do pracy, bo wiem, że im wydajniej będę pracował, tym zamierzone efekty przyjdą szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Też czekam na wpis mieszkaniowy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Przerabiałem to już raz...upadek na dno bardzo boli, ale człowiek jest dużo mądrzejszy potem

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzień Dobry :) bardzo podoba mi się Twój artykuł i styl pisania :) mam natomiast pytanie : Ja mam swoją firmę od roku , czy można robić takie obliczenia dla małych przedsiębiorstw? pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń