piątek, 11 lipca 2014

Dlaczego śpię spokojnie skoro mamy kredyt?

Chris Potter on flickr
Dzisiejszy wpis to odpowiedź na Wasze pytania o moją sytuację kredytową :-) W podsumowaniach dwóch ostatnich miesięcy (maja i czerwca) mogliście zobaczyć, że stałą pozycją w naszych wydatkach zajmują kredyty. Napisała do mnie Joasia z pytaniem o moją sytuację finansową. Nigdy nie wspominałam Wam o naszym zadłużeniu, więc rozumiem tą ciekawość. Dziś postaram się trochę rozjaśnić temat i pokazać, że spłacając kredyty można spać spokojnie i nie martwić się o jutro :-)

Obecnie został nam już tylko jeden kredyt - spłacamy parowar, który kupiliśmy na raty, ale w swojej finansowej karierze mieliśmy 3 kredyty i marzy nam się następny :-) Jak to? Dlaczego i po co? Tak, tak, takie pytania cisną się na usta wielu Czytelników bloga :-)

Oto fragment wiadomości od Joasi (pisownia oryginalna):
(...) Gosiu mam jeszcze jedno pytanie. Jesteśmy z mężem w trakcie spłacania trzech poważnych kredytów. Jeden mieszkaniowy, dwa konsumcyjne i dopiero w takim położeniu skapnęliśmy się, że trzeba się otrząsnąć. Na Twoim blogu nie znalazłam sytuacji o twoim zadłużeniu, wszyscy chwalą cię za rozsądne planowanie domowych finansów  w młodym wieku, a w podsumowaniu masz ujęte kredyty? O co tu chodzi? Nie chcę pisać, że coś kręcisz, ale chyba nie do końca wszystko się zgadza w twojej historii... (...)

 Pytania jak najbardziej słuszne, ale zanim odpowiem to pokuszę się o kilka słów sprostowania. Od początku prowadzenia tego bloga cenię sobie swoją anonimowość i nie podaję naszych zarobków czy konkretnych wydatków. Jak mogliście zauważyć (np. we wpisie o tym ile zarobiliśmy na lokatach) staram się bardziej w tym temacie otwierać, ale to jeszcze nie mój czas na całkowitą transparentność.

Może pewnego dnia ujawnię się tak jak Dana z bloga Kobiece Finanse? :-)

Wiem, że bez konkretnych wartości jest czasem trudno zrozumieć moją sytuację finansową (np. przy podsumowaniach, które cały czas staram się dla Was ulepszyć), ale taka jest formuła tego bloga. Staram się opisywać sposoby, które stosuję u siebie, aby pomogły też Wam :-) No dobra, może czasem opisuję też takie, których nie stosuję, ale uważam, że mogłyby się Wam przydać ;-)

Po takim krótki sprostowaniu, odpowiem na zarzut Joasi (chociaż Joasia zarzeka się, że nie był to zarzut ;-)). Nigdy nie przedstawiałam na blogu mojej całej sytuacji finansowej - wiele mogliście się domyślać z kolejnych wpisów. To teraz najważniejsze: nie zaczęliśmy oszczędzania, bo mieliśmy kredyty i wpadliśmy w spiralę zadłużenia. Nigdy nawet tego nie sugerowałam, ponieważ tak nie było :-)

Mamy kredyty, ponieważ oszczędzamy. Paradoks? Nie sądzę :-) Dobrze wiecie, że w najbliższej przyszłości (rok lub dwa) planujemy zakup mieszkania. Będzie to dla nas, podobnie jak dla większości ludzi, bardzo poważna transakcja, którą sfinansujemy kredytem. Dlatego też, od kiedy zainteresowałam się tematyką finansów domowych, zainteresowałam się też przygotowaniami do kredytu.

Jeśli też chcielibyście przygotować się do kredytu to zapraszam do zapoznania się z wpisami na ten tematu, u osób bardziej doświadczonych niż ja :-)


Nasz pierwszy kredyt (właściwie mojego narzeczonego) to były meble na raty. Meble mogliśmy kupić za gotówkę, ale już wtedy (po lekturze serii Michała) mieliśmy w głowie zapaloną lampkę z historią kredytową. Meble spłaciliśmy w 10 ratach i już dawno o kredycie zapomnieliśmy*. Po spłacie kredytu pieniądze, które co miesiąc przeznaczaliśmy na ratę, dołączyliśmy do "raty" comiesięcznych oszczędności.

Drugi kredyt (również mojego narzeczonego) była to pralka na raty. Ją również mogliśmy kupić za gotówkę, ale chcieliśmy sprawdzić czy mając jeden kredyt dostaniemy drugi (na tę samą osobę) i udało się. Oszczędności procentowały, a my co miesiąc spłacaliśmy ratę. I tak przez 10 miesięcy :-) Po spłacie, pieniądze z raty dorzuciliśmy do comiesięcznych oszczędności.

Oba te kredyty zostały już spłacone - mój narzeczony jest człowiekiem wolnym od kredytów :-) Jak tylko to było możliwe (czyli po uzyskaniu przeze mnie umowy o pracę na czas nieokreślony) też chciałam mieć kredyt, żeby nie zaniżać naszej wspólnej historii :-) Ale bank odmówił mi kredytu na laptopa. Cóż to był za cios! Ale z drugiej strony potwierdziły się nasze obawy - jeśli nie masz historii kredytowej, czemu bank miałby Ci zaufać? I z drugiej strony, jeśli jestem za mało wiarygodna na kredyt na 2.500 zł to dlaczego miałabym dostać 300.000 zł na mieszkanie?

Oczywiście sytuację tą naprawiam :-) I ostatecznie wzięłam na raty parowar, który teraz dzielnie spłacamy. Branie kredytów na takie małe kwoty może teraz wydawać się śmieszne, ale mam nadzieję, że zaprocentuje w przyszłości. Oczywiście nie jestem zwolennikiem kredytów konsumpcyjnych, ale jeśli kredyt jest rzeczywiście na 0% (bez ubezpieczenia!) i ma pomóc zbudować zdolność kredytową na przyszłość to czemu nie :-)

Oto i prosta historia dlaczego śpię spokojnie, mimo kredytów. Nic skomplikowanego, ale mam nadzieję, że rozjaśni trochę sytuację i poprawi Wasz odbiór :-)

* Jeśli planujesz zakupy na raty lub jakiś inny sposób budowania swojej zdolności kredytowej nie zapomnij poinformować BIK, aby zachował Twoją pozytywną historię - możesz to zrobić dla wszystkich długów jednym wnioskiem lub indywidualnie dla każdego z nich. Więcej informacji znajdziesz u Michała.

24 komentarze:

  1. Opisane tu kredyty to tak naprawdę kredyciki, co innego kredyt hipoteczny ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do takiego się właśnie przygotowujemy, więc najpierw kredyciki, a później kredyt przez duże K - i dzięki temu będziemy spać spokojniej :-)

      Usuń
  2. Bardzo mądre podejście Gosiu z tymi kredytami na 0% i budowaniem sobie historii kredytowej na potrzeby przyszłego "dużego" kredytu!

    Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli budować własną wiarygodność to jak najbardziej. Ale faktycznie są to małe kredyciki ;) teraz z 200 wypada ? ale może faktycznie będziesz gotowa na to aby większość swojej wypłaty oddać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W momencie kiedy spłacaliśmy trzy kredyty jednocześnie (trafił się taki tylko jeden miesiąc) to raty wynosiły 322 zł, sam parowar teraz to 50 zł, więc wydatek nie taki duży, ale wyrabia nawyki i buduje zdolność ;-)

      Usuń
  4. Bardzo mądre podejście jeśli chodzi o historię kredytową. W Polsce jeszcze się co prawda nie patrzy jakoś poważnie na swoje kredyty, ale w USA już się docenia swoją historię, która jest bardzo ważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak wygląda to za oceanem, ale w Polsce niestety sprawa mocno kuleje. Młodzi ludzie stojący przed zakupem mieszkania na kredyt nie zdają sobie sprawy z tego, że mając dobrą historię kredytową można z bankiem ponegocjować o lepsze warunki. Miejmy nadzieję, że wpisy takie jak ten pomogą w uświadamianiu społeczeństwa :-)

      Usuń
    2. A mi to sie wydaje idiotyczne (nie wasze postepowanie ale sam mechanizm). Dlaczego dla banku osoba ktora bierze kredyt (w domysle nie ma na to pieniedzy) ma byc bardziej wiarygodna od osoby dysponujacej na to oszczednosciami. Wg mnie panujacy obecnie trend kredytowy jest co najmniej nielogiczny. Jezeli musze posilkowac sie kredytem do zakupu parowaru za np. 300 czy 500 pln to jak mam uzbierac kase na splate mieszkania za pol miliona (zalozmy 300.000 kwota plus 200.000 odsetki, w duzym uproszczeniu).

      Usuń
  5. Póki co to tylko kredyty na małe sumy, więc nie wiadomo jak będzie to wyglądać z dużym kredytem hiptecznym, aczkolwiek doświadczenie i obycie z kredytem także jest ważne, a już je nabyłaś więc na pewno sobie poradzisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co od razu skakać na głęboką wodę :-)

      Usuń
  6. Kredyt hipoteczny to inna ranga. Ja wcześniej miałem coś tam wzięte na raty a teraz od razu hipoteka. Mam ciarki na plecach jak o tym pomyśle.
    Zapraszam do mojego subiektywnego bloga o kredytach kredyty-opisy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że kredyt hipoteczny to inna ranga - ale dzięki dobrej organizacji i przygotowaniu domowych finansów też można spać spokojnie :-) Przynajmniej taki jest mój plan ;-)

      Usuń
  7. Nie każdy kredyt musi być od razu straszny ;)
    Wiadomo, że bez hipotecznego wiele osób nie ma na co liczyć jeżeli chodzi o własne mieszkanie a bez historii kredytowej niewiele się zdziała. Wystarczy podpisywać umowy z głową i nie zatykać dziury chwilowym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nigdy w życiu nie brałem kredytu...nie kupowałem na raty, nie używałem karty kredytowej, ani nawet nie pożyczałem od znajomych sum większych niż kilka zł na jeden dzień. Jeśli nie mam historii kredytowej, to czy mam czuć się gorszy ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie! Ale jeśli planujesz finansowanie zakupu np. mieszkania kredytem to może warto się zastanowić nad budowaniem zdolności :-)

      Usuń
  9. Zgadzam się w 100%, nie ma się czego bać, jeśli chodzi o kredyty. Wielu ludzi wciąż nie potrafi zrozumieć, że kredyt to nie jest koszmar życia. Owszem, należy się dziesięć razy zastanowić zanim się go weźmie, ale raczej nie taki diabeł straszny. Warto sięgać po porady specjalistów, czytać profesjonalne portale finansowe i wszystko stanie się o wiele prostsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar życia to może nie, ale dla wielu ludzi to ogromne wyzwanie i przykra konieczność. Zaciąganie kredytów przed uporządkowaniem swoich wydatków może zakończyć się katastrofą, dlatego nie jestem wielkim zwolennikiem kredytów konsumpcyjnych. A co do porad specjalistów to zaufanie klienta oraz rzekome działanie w dobrej wierze doradcy to najczęstsze błędy osób korzystającej z ich usług. Wszystko zależy na kogo się trafi...
      Na razie, początkującym polecam bezpłatną wiedzę finansową, którą można otrzymać w sporych dawkach na blogach :-)

      Usuń
  10. Bardzo mądre i "profesjonalne" podejście do tematu budowania historii kredytowej. Wiele osób, które kredytów unika jak ognia, nagle gdy potrzebują dodatkowej gotówki są odprawiane z kwikiem od okienka bankowego i są oni wtedy bardzo oburzeni. Dlaczego więc nie budować swojej historii kredytowej, zakupami na raty, czy kartą kredytową, korzystając z okresu bezodsetkowego??

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja podzielę się z Wami błędem moim i mojego męża :)
    Podobnie jak Gosia przed wzięciem kredytu hipotecznego, doradca finansowy podsunął nam pomysł aby wziąć drobny kredyt i spłacić go bez opóźnień. Tak też zrobiliśmy, tyle, że ja bardzo nie lubię kredytów, więc wpadałam na świetny (tylko moim zdaniem) pomysł i chcąc być super kredytobiorcą spłaciłam go wcześniej :))) (kilka rat na raz) Okazało się, że taka szybsza spłata daje negatywną opinii kredytową, a banki za najbardziej wiarygodnych uznają klientów, którzy spłacają kredyt ratalnie i terminowo (ponieważ na takich najlepiej zarabiają, wiadomo szybsza spłata, mniejsze odsetki).
    Nie bądźcie nadgorliwi jak ja :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po jakim czasie spłaciliście ten kredyt? Ja usłyszałam, że wcześniejsza spłata jest mile widziana dopiero po zapłaceniu ponad połowy rat. Może w tym był problem? Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia to dajcie znać - warto wiedzieć czy taka wcześniejsza spłata jest mile widziana czy nie :-)

      @Adam to samo pytanie do Ciebie.

      Usuń
  12. Miałem taki sam przypadek z wcześniejszą spłatą kredytu, odmówiono mi po prostu następnego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak naprawdę, im lepsza zdolność i historia kredytowa, tym lepsze warunki kredytu. Jeżeli kredyt uzyskaliśmy na dobrych warunkach, to jasna sprawa, możemy spać spokojnie. Powodzenia! http://czyszczeniebiku.pl/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadza się - im lepszą mamy zdolność kredytową i historię kredytową tym lepsze warunki w banku możemy uzyskać. Przykładowo jeżeli potrzebujemy dużej kwoty kredytu, jednak możemy szybko go spłacić to idealnym rozwiązaniem zamiast tradycyjnego kredytu gotówkowego będzie duży limit w koncie. Nie ma on rat miesięcznych (jedynie prowizja miesięczna od wypłaconego limitu) a spłatę możemy dokonywać w dowolnym dla nas momencie. To znacznie tańsze rozwiązanie od kredytu, ale nie dla wszystkich dostępne.

    OdpowiedzUsuń